Zaspana w samej bieliźnie niepewnie wyjrzałam za okno... Ciemno włosy chłopak stał na zewnątrz. Wpatrywał się we mnie z uśmiechem.
-Jedziesz ? - zapytał zakładając rękę na rękę. Gdzie ja mam niby z nim jechać? Nie znam go , jednak coś w środku mnie do niego ciągnęło.
- Gdzie ? - krzyknęłam z okna. Zastanawiałam się czy nie lepiej by było od razu go spławić i nie zawracać sobie głowy w końcu nie wiadomo jaki on jest ..
- Zobaczysz - powiedział cały czas się śmiejąc. Zawachałam się. Mam ufać koledze Browna ? Spojrzałam na niego jeszcze raz.. Zobaczyłam te piękne oczy , które miały nieodgadniony kolor mogłabym się w nie wpatrywać godzinami...
- Halo , rzeczywistość - głos w głowie, ocknęło mnie.
- Nie patrz tak na mnie bo się zakocham - oznajmił z uśmiechem chłopak . Speszyłam się i lekko zawstydziłam. Zauważył jak nachalnie patrze w jego oczy.
- Załóż coś ładnego jeśli chcesz jechać . - zachichotał cicho.
Miałam ze sobą torbę , wywaliłam z niej wszystkie rzeczy . Nie brałam zbyt dużo ciuchów ze sobą , jednak znalazłam czarną obcisłą mini sukienkę. Założyłam ją szybko na siebie. Na nogi wsunęłam czerwone szpilki na wysokim obcasie i popędziłam na dół. Dosłownie popędziłam bo mało się nie zabiłam. Próbowałam cicho stąpać po podłodze , żeby nikogo nie obudzić.
- I jak ? - obkręciłam się stojąc koło chłopaka.
- Pięknie. - odparł obserwując mnie od góry do dołu . Pożerał mnie wzrokiem. Ajć , seksownym wzrokiem.
- J-jestem Justin . - powiedział jakbyśmy widzieli się pierwszy raz.
-Ładne imię mogę tak do Ciebie mówić ? - zapytałam znowu patrząc mu w oczy.
- Wolałbym , żebyś mówiła mi " Tatuśku" ( XD ) - powiedział żartując. Tatuśku ? Zaczęłam się śmiać. Znam go ledwo parę godzin i mam tak do niego mówić ? Śmieszne.
- Nie , nie zostanę przy Justin . - mówiąc dotknęłam go palcem po nosie . Wybuchł śmiechem.
- No co się tak śmiejesz ? - zapytałam przygrywając dolną wargę.
- Nic , nic wejdź do samochodu. - odparł otwierając drzwi od auta. Weszłam do środka. Okropnie śmierdziało fajkami , bleee nienawidzę zapachu papierosów. Pociągnęłam nosem.
- Śmierdzi. - Otworzyłam okno. Justin spojrzał na mnie i westchnął ciężko.
- Gdzie jedziemy ? - próbowałam go wypytywać jak małe dziecko.
- Zobaczysz. - nie spuszczając drogi z oczu odpowiedział. Zachowywałam się jak dzieciak , kręciłam się w siedzeniu. Resztę czasu jechaliśmy w całkowitej ciszy.
- To tutaj ! - oznajmił z uśmiechem na ustach. Klub, serio ?
- O fajnie ! - odpowiedziałam kłamiąc , bo wcale nie lubię takich imprez. Wyszłam z samochodu ,a za mną Justin . Zapewne wyglądaliśmy jak para , jednak ją nie byliśmy. Traktowałam go jak kolegę, chociaż onieśmielał mnie swoją przystojnością , jeżeli tak to można nazwać. Stanęłam przy wejściu do klubu zastanawiając się czy na pewno chce tam być . Nagle poczułam ,że Justin złapał mnie delikatnie za rękę.
- Wchodzimy? - zapytał cały czas trzymając mnie za rękę. Moje policzki zaróżowiły się. Chłopak miał bardzo ciepłe i delikatne ręce , gdy mnie trzymał czułam się bezpiecznie. Razem weszliśmy do klubu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to te laski , którym było widać majtki przez to ,że mają takie skąpe sukienki. Justin zaproponował abyśmy siedli przy barze. Usadziłam się na wysokim krześle.
- Coś podać ? - barman zadał pytanie. Ja nic nie odpowiedziałam , ponieważ nie gustuję w alkoholu.
- Chcesz coś ? - zapytał chłopak. Pokiwałam głową na NIE.
- Grzeczna dziewczynka ! - powiedział wesoło Justin.
- Niezmiernie - wyszczerzyłam się do niego.
- Może zatańczmy ,a nie tak siedzimy na dupach. - zaproponowałam. Justin pociągnął mnie za rękę na parkiet. Akurat rozległa się głośno nowa piosenka. Mężczyzna złapał mnie za talię i delikatnie gładził dłonią po moich plecach. Zrobiło się dosyć gorąco. Złapałam go delikatnie za głowę i zepsułam mu fryzurkę pocierając rękoma o jego włosy. Byłam bardzo blisko Justina. Nagle jego telefon zaczął dzwonić.
- Ja pierdole , przepraszam księżniczko .. - powiedział wyciągając telefon z kieszeni.
*rozmowa przez telefon*
- Czego chcesz ? - zapytał zdenerwowany.
- Kurwa , ktoś zamordował moją matkę..
- Już jadę.
W oczach chłopaka pojawiły się łzy .
- Ja muszę iść piękna . - mówiąc pocałował mnie w czoło i nie dając mi nic powiedzieć pobiegł do auta. Taaa , super to jestem sama. Usiadłam na czerwonej kanapie w klubie.
- Mała na co czekasz ? - zapytał muskularny blondyn.
- Nie wiem . - odparłam sucho.
- A ja wiem. - przemówił z szatańskim uśmieszkiem. Facet zaczął się do mnie dobierać i rozpinać mi sukienkę. Odepchnęłam go, jednak on bardzo się tym nie przejął.
-Zostaw mnie ! - krzyknęłam. Uderzyłam go mocno w twarz. Mężczyzna chyba bardzo się zdenerwował , bo wyjął nóż z kieszeni. Moje oczy wypełniły się łzami. A ci imprezowicze nawet mnie nie zauważyli , byli tak zajęci piciem.
- Kurwo , albo mi dasz albo posmakujesz noża. Nic nie odpowiedziałam , jedynie przełknęłam ciężko ślinę. Wpatrywałam się w jego oczy , które robiły się czerwone. Zamachnął rękę.. Zamknęłam oczy . Poczułam pieczenie na piersi. Dźgnął mnie nożem w cycka. Otworzyłam oczy, już go nie było. Byłam tylko ja , kanapa i ludzie bawiący się , ale i tak oni nic nie widzą. Zwijałam się z bólu . Krew spływała mi po piersiach. Z bólu ,aż zrobiłam się senna.... Obudziłam się leżąc na czarnej skórzanej kanapie. Co ja tu robię ? Obejrzałam swoje piersi , były w bandażu.
- Ooo , wstałaś już !- powiedział z uśmiechem Justin.
- Taa, ale możesz mi powiedzieć co ja tu robię?- zapytałam
- Kurwa , przepraszam . - Justin szybko podbiegł do mnie.
- Boli ? - zapytał patrząc na bandaż.
- Tak , a co ma łaskotać ? - syknęłam. Chłopak miał na twarzy smutek.
- Zostawiłeś mnie samą. - wyszeptałam zawiedziona.
- Przepraszam , ale ... - powiedział ze łzami w oczach.
- Ale ?
- Zamordowali matkę mojego przyjaciela - z jego oczu pociekły dwie łzy.
- Przykro mi .. - złapałam go za rękę.
- Wszystko dobrze ? - zapytałam patrząc mu w oczy. Widać było ,że jest przygnębiony.
- Nie .. mogłem stracić Ciebie .. - powiedział przytulając mnie. Przy Justinie czuję się bezpiecznie , nigdy przy nikim tak się nie czułam.
- Zjesz coś ? - zapytał chłopak.
- Ja zrobię jedzenie , dobra ? - oznajmiłam. Mój poziom gotowania nie był zbyt wysoki ,ale chciałam spróbować.
- Jeśli chcesz Słonko. - uśmiechnął się. Zaczęło zastanawiać mnie czy to Justin opatrzył mi ranę , jeśli tak to musiał dotykać moich piersi .. Hmm .,
- To Ty .. ? - zapytałam patrząc na bandaż.
- Tak , nie chciałem ,żebyś dostała jakiegoś zakażenia lub czegoś , a przy okazji zobaczyłem Twoje atuty. - zaśmiał się pod nosem.
- Taa , chyba bardziej Ci chodziło o atuty , niż o zakażenie.
- Faceci .. . - odparłam niepewnie.
- Cassie , chodziło mi o Twoje dobro , a to .. to przy okazji . - puścił do mnie oczko.
- Idę gotować . - oznajmiłam. Wstałam z kanapy i poszłam w stronę kuchni. Justin złapał mnie za talię i powiedział :
- Możemy gotować razem ! - zaproponował z uśmiechem.
- Jasne.. - uśmiechnęłam się. Weszliśmy obydwoje do kuchni i stanęliśmy przy blacie.
- Co robimy ? - zapytałam . Justin spojrzał na mnie i uniósł brwi do góry ,a potem się zaśmiał . Ta wiem chodziło mu o seks .
- Do jedzenia głupku . - zaśmiałam się cicho.
- A czy ja coś mówię ? - zawstydził się. Zboczuch jeden :D Pogrzebałam mu po szafkach.
- Naleśniki ? - zapytałam.
- Nie umiem. - odparł z uśmiechem.
- Ja też , to może zjedzmy na mieście bo nic z tego nie wyjdzie. Poczułam ,że nic mnie nie łączy z tym człowiekiem i nie powinno mnie nic z nim łączyć.
- Nie , ja idę do domu . - odpowiedziałam.
- Odwieść Cię? Pokiwałam głową na NIE. Justin zrobił dziwną minę tak jakby był zawiedziony. Zebrałam swoje rzeczy.
- Idę , pa . - powiedziałam sucho , gdyż uświadomiłam sobie ,że ja nie znam Justina i nie mogę mu ufać. Nie dałam mu już nic więcej powiedzieć , po prostu wyszłam. Uh, muszę wrócić do domu .. Nie lubię swojego domu. Kojarzy mi się z nim tyle wspomnień. Pamiętam , jak ojciec wracał pijany do domu , bił mamę. Czułam się z tym okropnie bo nie mogłam nic zrobić . Siedziałam w swoim pokoju i mogłam tylko słuchać krzyki mamy ,a łzy spływały mi po policzkach. Byłam bez silna. Gdy tylko usłyszałam trzask drzwi od razu wiedziałam ,że szykuję się kolejne piekło , kolejne bicie , kolejne kłótnie , kolejne molestowanie i kolejne łzy. Na szczęście 4 lata temu to wszystko się skończyło. Ojciec zmarł , a my jak idealna rodzinka musieliśmy udawać żałobę , jednak tak naprawdę cieszyliśmy się z jego śmierci. To było uwolnienie. Niestety muszę mieszkać w tym domu i codziennie sobie o tym przypominać. 20 minut szłam w ciszy , gdy w końcu doszłam do masywnych drewnianych drzwi. Weszłam do domu. Rozejrzałam się.
- Cody jesteś ? - krzyknęłam , jednak nie usłyszałam odpowiedzi. Uff , jestem sama.
- Blee , ale śmierdzę - warknęłam wąchając sukienkę. Umyję się potem , teraz nie mam siły - pomyślałam. Położyłam się na łóżku. Włożyłam na uszy słuchawki i nic więcej od muzyki nie słyszałam.
*20 minut później*
- Cassie ! - usłyszałam krzyk z dworu. Czyżby Justin ? - pomyślałam. Szybko zeszłam na dół . Otworzyłam drzwi . Justin.
- Co Ty tu robisz ? - zapytałam zdziwiona.
- Chcę Ci coś powiedzieć. - chwycił mnie za ręce. Nic nie powiedziałam dając mu dokończyć.
- Mało się znamy .. - szepnął.
-Ale , podobasz mi się. Wytrzeszczyłam oczy . Zrobiło mi się sucho w gardle. Usłyszałam warkot silnika. Zdaje się ,że to mój brat. Zrobiło mi się gorąco .
- Bieber ? - krzyknął mój brat z samochodu.
- Skąd on Cię zna ? - szepnęłam do Justina , on nic nie odpowiedział. Chłopak spojrzał na mnie. Zauważyłam ,że Cody jest bardzo zły. Podbiegł do nas i mocno chwycił Justina za szyję.
- Kurwa , co Ty chcesz od mojej siostry? - zapytał ze złością na twarzy.
- Co chcesz ją po prostu wykorzystać tak jak te wszystkie laski ? Co ? - pytałam siebie w myślach. Dłonie zaczęły mi się pocić , a ciało trzęść się . Wiedziałam ,że nie mogę mu ufać. Trzasnęłam drzwiami i pobiegłam do swojego pokoju. Łzy , łzy płynęły mi po policzka strumieniami.
- Młoda , nie płacz. - powiedział Cody wchodząc do mojego pokoju.
- Kurwa , płaczesz przez tego jebanego skurwiela ? - Przytulił mnie.
- Wiem jacy oni są , byłem z w tych kręgach i nie radzę im ufać. Wtuliłam się w jego klatę , czując te męskie perfumy . Uwielbiam je .
- A mama , mama nie pracuję jako pielęgniarka ? - zapytałam niepewnie. Cody przytulił mnie jeszcze mocniej , to chyba miało znaczyć tak .
- Mama sobie nie radzi , nie potrafi nas sama utrzymać ? - próbowałam się dowiedzieć.
- Ja idę . - oznajmił ze smutkiem. Brat wyszedł z mojego pokoju , delikatnie zamykając drzwi . To nasza wina ? Może mam pracować , żeby pomóc mamie ? Wiedziałam ,że czeka mnie ciężka noc pełna przemyśleń.
_________________________________________________________________________
Dłuższy rozdział , myślę ,że się spodobał. Zapraszam do komentowania :D Przepraszam za błędy , ponieważ rozdział nie był sprawdzony ;3
BYE ♥
~Jerrowa
- Załóż coś ładnego jeśli chcesz jechać . - zachichotał cicho.
Miałam ze sobą torbę , wywaliłam z niej wszystkie rzeczy . Nie brałam zbyt dużo ciuchów ze sobą , jednak znalazłam czarną obcisłą mini sukienkę. Założyłam ją szybko na siebie. Na nogi wsunęłam czerwone szpilki na wysokim obcasie i popędziłam na dół. Dosłownie popędziłam bo mało się nie zabiłam. Próbowałam cicho stąpać po podłodze , żeby nikogo nie obudzić.
- I jak ? - obkręciłam się stojąc koło chłopaka.
- Pięknie. - odparł obserwując mnie od góry do dołu . Pożerał mnie wzrokiem. Ajć , seksownym wzrokiem.
- J-jestem Justin . - powiedział jakbyśmy widzieli się pierwszy raz.
-Ładne imię mogę tak do Ciebie mówić ? - zapytałam znowu patrząc mu w oczy.
- Wolałbym , żebyś mówiła mi " Tatuśku" ( XD ) - powiedział żartując. Tatuśku ? Zaczęłam się śmiać. Znam go ledwo parę godzin i mam tak do niego mówić ? Śmieszne.
- Nie , nie zostanę przy Justin . - mówiąc dotknęłam go palcem po nosie . Wybuchł śmiechem.
- No co się tak śmiejesz ? - zapytałam przygrywając dolną wargę.
- Nic , nic wejdź do samochodu. - odparł otwierając drzwi od auta. Weszłam do środka. Okropnie śmierdziało fajkami , bleee nienawidzę zapachu papierosów. Pociągnęłam nosem.
- Śmierdzi. - Otworzyłam okno. Justin spojrzał na mnie i westchnął ciężko.
- Gdzie jedziemy ? - próbowałam go wypytywać jak małe dziecko.
- Zobaczysz. - nie spuszczając drogi z oczu odpowiedział. Zachowywałam się jak dzieciak , kręciłam się w siedzeniu. Resztę czasu jechaliśmy w całkowitej ciszy.
- To tutaj ! - oznajmił z uśmiechem na ustach. Klub, serio ?
- O fajnie ! - odpowiedziałam kłamiąc , bo wcale nie lubię takich imprez. Wyszłam z samochodu ,a za mną Justin . Zapewne wyglądaliśmy jak para , jednak ją nie byliśmy. Traktowałam go jak kolegę, chociaż onieśmielał mnie swoją przystojnością , jeżeli tak to można nazwać. Stanęłam przy wejściu do klubu zastanawiając się czy na pewno chce tam być . Nagle poczułam ,że Justin złapał mnie delikatnie za rękę.
- Wchodzimy? - zapytał cały czas trzymając mnie za rękę. Moje policzki zaróżowiły się. Chłopak miał bardzo ciepłe i delikatne ręce , gdy mnie trzymał czułam się bezpiecznie. Razem weszliśmy do klubu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to te laski , którym było widać majtki przez to ,że mają takie skąpe sukienki. Justin zaproponował abyśmy siedli przy barze. Usadziłam się na wysokim krześle.
- Coś podać ? - barman zadał pytanie. Ja nic nie odpowiedziałam , ponieważ nie gustuję w alkoholu.
- Chcesz coś ? - zapytał chłopak. Pokiwałam głową na NIE.
- Grzeczna dziewczynka ! - powiedział wesoło Justin.
- Niezmiernie - wyszczerzyłam się do niego.
- Może zatańczmy ,a nie tak siedzimy na dupach. - zaproponowałam. Justin pociągnął mnie za rękę na parkiet. Akurat rozległa się głośno nowa piosenka. Mężczyzna złapał mnie za talię i delikatnie gładził dłonią po moich plecach. Zrobiło się dosyć gorąco. Złapałam go delikatnie za głowę i zepsułam mu fryzurkę pocierając rękoma o jego włosy. Byłam bardzo blisko Justina. Nagle jego telefon zaczął dzwonić.
- Ja pierdole , przepraszam księżniczko .. - powiedział wyciągając telefon z kieszeni.
*rozmowa przez telefon*
- Czego chcesz ? - zapytał zdenerwowany.
- Kurwa , ktoś zamordował moją matkę..
- Już jadę.
W oczach chłopaka pojawiły się łzy .
- Ja muszę iść piękna . - mówiąc pocałował mnie w czoło i nie dając mi nic powiedzieć pobiegł do auta. Taaa , super to jestem sama. Usiadłam na czerwonej kanapie w klubie.
- Mała na co czekasz ? - zapytał muskularny blondyn.
- Nie wiem . - odparłam sucho.
- A ja wiem. - przemówił z szatańskim uśmieszkiem. Facet zaczął się do mnie dobierać i rozpinać mi sukienkę. Odepchnęłam go, jednak on bardzo się tym nie przejął.
-Zostaw mnie ! - krzyknęłam. Uderzyłam go mocno w twarz. Mężczyzna chyba bardzo się zdenerwował , bo wyjął nóż z kieszeni. Moje oczy wypełniły się łzami. A ci imprezowicze nawet mnie nie zauważyli , byli tak zajęci piciem.
- Kurwo , albo mi dasz albo posmakujesz noża. Nic nie odpowiedziałam , jedynie przełknęłam ciężko ślinę. Wpatrywałam się w jego oczy , które robiły się czerwone. Zamachnął rękę.. Zamknęłam oczy . Poczułam pieczenie na piersi. Dźgnął mnie nożem w cycka. Otworzyłam oczy, już go nie było. Byłam tylko ja , kanapa i ludzie bawiący się , ale i tak oni nic nie widzą. Zwijałam się z bólu . Krew spływała mi po piersiach. Z bólu ,aż zrobiłam się senna.... Obudziłam się leżąc na czarnej skórzanej kanapie. Co ja tu robię ? Obejrzałam swoje piersi , były w bandażu.
- Ooo , wstałaś już !- powiedział z uśmiechem Justin.
- Taa, ale możesz mi powiedzieć co ja tu robię?- zapytałam
- Kurwa , przepraszam . - Justin szybko podbiegł do mnie.
- Boli ? - zapytał patrząc na bandaż.
- Tak , a co ma łaskotać ? - syknęłam. Chłopak miał na twarzy smutek.
- Zostawiłeś mnie samą. - wyszeptałam zawiedziona.
- Przepraszam , ale ... - powiedział ze łzami w oczach.
- Ale ?
- Zamordowali matkę mojego przyjaciela - z jego oczu pociekły dwie łzy.
- Przykro mi .. - złapałam go za rękę.
- Wszystko dobrze ? - zapytałam patrząc mu w oczy. Widać było ,że jest przygnębiony.
- Nie .. mogłem stracić Ciebie .. - powiedział przytulając mnie. Przy Justinie czuję się bezpiecznie , nigdy przy nikim tak się nie czułam.
- Zjesz coś ? - zapytał chłopak.
- Ja zrobię jedzenie , dobra ? - oznajmiłam. Mój poziom gotowania nie był zbyt wysoki ,ale chciałam spróbować.
- Jeśli chcesz Słonko. - uśmiechnął się. Zaczęło zastanawiać mnie czy to Justin opatrzył mi ranę , jeśli tak to musiał dotykać moich piersi .. Hmm .,
- To Ty .. ? - zapytałam patrząc na bandaż.
- Tak , nie chciałem ,żebyś dostała jakiegoś zakażenia lub czegoś , a przy okazji zobaczyłem Twoje atuty. - zaśmiał się pod nosem.
- Taa , chyba bardziej Ci chodziło o atuty , niż o zakażenie.
- Faceci .. . - odparłam niepewnie.
- Cassie , chodziło mi o Twoje dobro , a to .. to przy okazji . - puścił do mnie oczko.
- Idę gotować . - oznajmiłam. Wstałam z kanapy i poszłam w stronę kuchni. Justin złapał mnie za talię i powiedział :
- Możemy gotować razem ! - zaproponował z uśmiechem.
- Jasne.. - uśmiechnęłam się. Weszliśmy obydwoje do kuchni i stanęliśmy przy blacie.
- Co robimy ? - zapytałam . Justin spojrzał na mnie i uniósł brwi do góry ,a potem się zaśmiał . Ta wiem chodziło mu o seks .
- Do jedzenia głupku . - zaśmiałam się cicho.
- A czy ja coś mówię ? - zawstydził się. Zboczuch jeden :D Pogrzebałam mu po szafkach.
- Naleśniki ? - zapytałam.
- Nie umiem. - odparł z uśmiechem.
- Ja też , to może zjedzmy na mieście bo nic z tego nie wyjdzie. Poczułam ,że nic mnie nie łączy z tym człowiekiem i nie powinno mnie nic z nim łączyć.
- Nie , ja idę do domu . - odpowiedziałam.
- Odwieść Cię? Pokiwałam głową na NIE. Justin zrobił dziwną minę tak jakby był zawiedziony. Zebrałam swoje rzeczy.
- Idę , pa . - powiedziałam sucho , gdyż uświadomiłam sobie ,że ja nie znam Justina i nie mogę mu ufać. Nie dałam mu już nic więcej powiedzieć , po prostu wyszłam. Uh, muszę wrócić do domu .. Nie lubię swojego domu. Kojarzy mi się z nim tyle wspomnień. Pamiętam , jak ojciec wracał pijany do domu , bił mamę. Czułam się z tym okropnie bo nie mogłam nic zrobić . Siedziałam w swoim pokoju i mogłam tylko słuchać krzyki mamy ,a łzy spływały mi po policzkach. Byłam bez silna. Gdy tylko usłyszałam trzask drzwi od razu wiedziałam ,że szykuję się kolejne piekło , kolejne bicie , kolejne kłótnie , kolejne molestowanie i kolejne łzy. Na szczęście 4 lata temu to wszystko się skończyło. Ojciec zmarł , a my jak idealna rodzinka musieliśmy udawać żałobę , jednak tak naprawdę cieszyliśmy się z jego śmierci. To było uwolnienie. Niestety muszę mieszkać w tym domu i codziennie sobie o tym przypominać. 20 minut szłam w ciszy , gdy w końcu doszłam do masywnych drewnianych drzwi. Weszłam do domu. Rozejrzałam się.
- Cody jesteś ? - krzyknęłam , jednak nie usłyszałam odpowiedzi. Uff , jestem sama.
- Blee , ale śmierdzę - warknęłam wąchając sukienkę. Umyję się potem , teraz nie mam siły - pomyślałam. Położyłam się na łóżku. Włożyłam na uszy słuchawki i nic więcej od muzyki nie słyszałam.
*20 minut później*
- Cassie ! - usłyszałam krzyk z dworu. Czyżby Justin ? - pomyślałam. Szybko zeszłam na dół . Otworzyłam drzwi . Justin.
- Co Ty tu robisz ? - zapytałam zdziwiona.
- Chcę Ci coś powiedzieć. - chwycił mnie za ręce. Nic nie powiedziałam dając mu dokończyć.
- Mało się znamy .. - szepnął.
-Ale , podobasz mi się. Wytrzeszczyłam oczy . Zrobiło mi się sucho w gardle. Usłyszałam warkot silnika. Zdaje się ,że to mój brat. Zrobiło mi się gorąco .
- Bieber ? - krzyknął mój brat z samochodu.
- Skąd on Cię zna ? - szepnęłam do Justina , on nic nie odpowiedział. Chłopak spojrzał na mnie. Zauważyłam ,że Cody jest bardzo zły. Podbiegł do nas i mocno chwycił Justina za szyję.
- Kurwa , co Ty chcesz od mojej siostry? - zapytał ze złością na twarzy.
- Co chcesz ją po prostu wykorzystać tak jak te wszystkie laski ? Co ? - pytałam siebie w myślach. Dłonie zaczęły mi się pocić , a ciało trzęść się . Wiedziałam ,że nie mogę mu ufać. Trzasnęłam drzwiami i pobiegłam do swojego pokoju. Łzy , łzy płynęły mi po policzka strumieniami.
- Młoda , nie płacz. - powiedział Cody wchodząc do mojego pokoju.
- Kurwa , płaczesz przez tego jebanego skurwiela ? - Przytulił mnie.
- Wiem jacy oni są , byłem z w tych kręgach i nie radzę im ufać. Wtuliłam się w jego klatę , czując te męskie perfumy . Uwielbiam je .
- A mama , mama nie pracuję jako pielęgniarka ? - zapytałam niepewnie. Cody przytulił mnie jeszcze mocniej , to chyba miało znaczyć tak .
- Mama sobie nie radzi , nie potrafi nas sama utrzymać ? - próbowałam się dowiedzieć.
- Ja idę . - oznajmił ze smutkiem. Brat wyszedł z mojego pokoju , delikatnie zamykając drzwi . To nasza wina ? Może mam pracować , żeby pomóc mamie ? Wiedziałam ,że czeka mnie ciężka noc pełna przemyśleń.
_________________________________________________________________________
Dłuższy rozdział , myślę ,że się spodobał. Zapraszam do komentowania :D Przepraszam za błędy , ponieważ rozdział nie był sprawdzony ;3
BYE ♥
~Jerrowa
Dobra, zacznijmy od tego, że rozumiem, że kochasz Justina itd. i chciałabyś, żeby to wszystko z tego opowiadania wydarzyło się naprawdę, nawet podświadomie, ale tak czy inaczej utożsamiasz się z główną bohaterką i naprawdę to rozumiem i popieram, marzenia są ważne.
OdpowiedzUsuńTak, to nie będzie raczej psychofanowski komentarz, jeśli zdążyłaś się zorientować.
Zacznijmy od tego, że jest dużo, wręcz bardzo dużo błędów językowych, porozdzielałaś słowa, które powinny być razem, zgubiłaś wiele, WIELE przecinków, nie ogarnęłaś do czego służy spacja.
I naprawdę, te komentarze w nawiasach nie pomagają, są bardzo zbędne, opowiadania nie powinny tego mieć.
I powinnaś naprawdę ciężko popracować nad samą fabułą, nie sądzisz, że to oklepany temat? Zaczynając od początku, miała mało rzeczy w torbie, ale jakimś cudem znalazła AKURAT małą czarną i szpilki? Serio? AKURAT to?
I co za normalna osoba jedzie nie wiadomo gdzie z chłopakiem, którego imię dopiero, co poznała? I pozwala się traktować jak szmatę, bez urazy? Potem koledze umarła MATKA? Naprawdę, nie mogłaś wymyślić czegoś innego? Próba gwałtu, na poważnie? Mogła wołać ochronę albo nie wiem, POMOCY? I to wyrażenie, dźgnął ją w cycka? Nie mogłaś napisać w pierś?
I czemu do cholery cały czas tam leżała zamiast iść do szpitala albo poprosić o pomoc? Ona jest aż tak głupia?
-Dowiaduje się, że chłopak ją obmacywał i ma wyjebane?
-Dopiero następnego dnia stwierdza, że może to był zły pomysł? Naprawdę?
-Bardzo, bardzo oklepany temat patologicznej rodziny, no naprawdę, czytałam takie rzeczy miliony razy. Mogłaś nie robić z niej takiej ofiary.
-Ostatni fragment jest niezrozumiany. Naprawdę, nie miałam pojęcia, o co w nim chodzi. Przyszedł Bieber, miał niedoszłą bójkę z jej bratem i co dalej? Czytałam 3 razy, ale za nic nie miałam pojęcia, co było dalej. (chyba) Poszła do swojego pokoju, gadała z bratem o nie wiadomo czym, bo nie da się zrozumieć, po czym stwierdziła, że musi pracować. Skoro jest pełnoletnia, to czy nie powinna pracować od dawna, zwłaszcza, że matka jako jedyna utrzymuje rodzinę?
Podsumowując:
-Składnia do poprawy
-Interpunkcja także
-Nie mówiąc o fabule. Nie rób z głównej bohaterki takiej ofiary, niech ma trochę mózgu.
Serio, powinnaś sobie załatwić betę, która by ogarniała wszystko, co piszesz i poprawiała interpunkcję po czym proponowała zmiany.
Tekst jest... straszny, będę szczera. Nie wiem, czemu zabrałaś się za pisanie, ale mam nadzieję, że albo coś zrobisz z wszystkim, co napisałam, albo usuniesz bloga. Z korzyścią dla siebie jak i otoczenia.
Rozumiem wszystko co napisałaś , szczerze mówiąc to nie jestem za dobra z polskiego , przepraszam za błędy. Chciałam spróbować pisać bloga i serio starałam się nad tym aby on był ' jakiś'. Błędy wynikają też z tego ,że nie miałam czasu aby sprawdzić rozdziały. Myślałam ,że wyjdzie on trochę inaczej niż wygląda, marzenia. Spróbuję nas tym pomyśleć i zmienić to . Dziękuję za uwagę.
Usuń