czwartek, 12 grudnia 2013

Siedem.

*
Byłam pewna, że Justin jest dupkiem. Potrafił w ciągu kilku sekund zmienić się o 180 stopni. Chyba nie kontroluje swoich emocji. Kiedy spotkałam go pierwszy raz w dość dziwnej okoliczności wydawał się spokojny i opiekuńczy. Naprawdę myślałam, że on taki jest. No cóż pierwsze wrażenie nie zawsze jest trafne. Nagle w głowie zaczęły dzwonić mi słowa dopiero wypowiedziane przez niego: "Idź. Jesteś za bardzo pojebana. Nie będę Cię tu trzymał." Uświadomiłam sobie, że najlepszym wyjściem jest po prostu odejść. Kurwa co ja gadam?! Uciekać. Niepewnie wstałam z posadzki i zmierzałam w stronę drzwi. Czułam na sobie wzrok Justina. Obezwładniający wzrok. Oblizałam usta i stanęłam w bezruchy patrząc na twarz mężczyzny. Wodził wzrokiem po czym popadnie.
- Kurwa- machnął ręką.
-Idź już. Jestem wkurwiony i nie chcę niechcący zrobić Ci krzywdę, okej?- sztucznie się uśmiechnął po czym wrócił do swojego rytuału podążania wzrokiem po pokoju. Wstrzymałam oddech i ruszyłam w stronę drzwi. Były uchylone. Wślizgnęłam się przez szparę i znalazłam się na korytarzu. Rozejrzałam się dookoła. Na szczęście nikogo nie było. Odetchnęłam z ulgą. Nadal męczyła mnie myśl: Dlaczego Justin mnie po prostu wypuścił? To było dziwne. Wiem, że powinnam się cieszyć ale... 
- Eee - oparł się o futrynę drzwi.
- Uważaj na siebie - uśmiechnął się delikatnie. Jest sukinsynem, ale mega seksownym sukinsynem. Przytaknęłam i wydęłam usta. Chwyciłam za klamkę potężnych czarnych drzwi, które jak mi się wydawało były drzwiami wyjściowymi. Uchyliłam je lekko. Od razu poczułam wiatr na swoim ciele. "Przeleciał" mnie. Rozejrzałam się wokoło. Byłam w okolicy, której nie znałam. Wokół znajdowały się szare kamienice. Było pusto. Pamiętam, że gdy rano wychodziłam z domu słońce świeciło a niebo było niebieskie, a teraz niebo przepełnione jest chmurami. Nie wiedziałam nawet, w którą stronę iść. Miałam sine ręce od zimna. Byłam skompo ubrana, a wiatr dawał się we znaki. Moim jedynym marzeniem na tą chwilę był gorący, długi prysznic. Szłam bezmyślni wzdłuż ulicy. Nigdy wcześniej nie byłam w tej dzielnicy. Szczerze mówiąc było tam brudno i brzydko. Bardzo różniło się od miejsca, w którym mieszkam. Nie mam za dużo kasy, ale mieszkam w bogatej dzielnicy. Dom dostaliśmy w spadku po śmierci babci. Bardzo ją kochałam i nadal kocham. Nie ubolewam nad tym, że nie mam pieniędzy. Wręcz uważam, że to nauczyło mnie, że w życiu nie zawsze jest pięknie. Wydawało mi się, że już idę kilka godzin. Stopy okropnie mnie bolały. Czułam pod nogami każdy kamień.Nagle usłyszałam warkot silnika za plecami. Zbliżał się do mnie.
- Wsiadaj bo wiem, że nie wiesz  gdzie idziesz- zaśmiał się. Zatrzymałam się na chwilę. 
- Wiem gdzie idę - odparłam sucho przygryzając wargę. Zaśmiał się głośno co chyba miało sugerować, że mi nie wierzy. Szłam dalej.
- No dobra skoro nie chcesz...- silnik warknął. Ponownie zatrzymałam się. Uhh, czy on chce mnie wkurzyć? Odwróciłam się do niego patrzą najpierw na niego potem na motor i tak cały czas.
- Hahaha, wiedziałem. Jesteś przewidywalna. - wsadził papierosa do buzi. Uniosłam brew.
- Dobra, dobra tylko się nie obrażaj. Siadaj z tyłu. - wskazał palcem na tylne siedzenie. Niechętnie podeszłam do pojazdu i usiadłam.
- Poczekaj! - wykrzyknęłam kurczowo trzymając Justina za plecy. Nie sądziłam, że kiedykolwiek weszłabym na to "coś".
- Czyżby panienka boi się jeździć motocyklem?- powtórzył mój ruch i też uniósł brew.
- Ugh. - wykrztusiłam z siebie.  Boję się jeździć motocyklem, ale chyba mu tego nie powiem. Miałby nade mną przewagę.
- Spokojnie, spokojnie możesz mnie mocno przytulić.- droczył się ze mną. Niechętnie przytuliłam się do niego i ruszyliśmy. Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Justin ani razu nie spuścił wzroku z drogi. Był skupiony. Czułam jak ciepło bije od niego. Może tylko gra takiego twardziela? Po kilku minutach drogi byliśmy już na miejscu. Odetchnęłam z ulgą gdy zobaczyłam swój dom. Spokój. W końcu spokój. Próbowałam zejść z motocyklu jednak nie było to takie proste gdyż miałam na sobie sukienkę. Modliłam się żeby Justin nie zobaczył mojej bielizny.
- Ładne majteczki 
Kurwa.
Musiał zauważyć. Poczułam, że moje policzki się rumienią.
- Dzię... - nie zdążyłam dokończyć gdy Justin złączył nasze usta. Wydawało się, że pasowały do siebie idealnie.

_________________________________________________________________
krótki ;////// nie chciałam żebyście czekali a więc dałam krótki ;/ jak będzie 5 komentarzy dam następny rozdział

czwartek, 5 grudnia 2013

Sześć.

* przeczytaj notkę pod rozdziałem

 

*

Zapatrzyłam się w jego błyszczące oczy. One były takie hipnotyzujące. Takie piękne. Gdy w nie długo patrzę robi mi się mokro. Cassie halo! Nie pamiętasz co mówił Cody? -skarciłam się w myślach i powróciłam do rzeczywistości. Justin trzymał w ręku papierosa i bezczelnie się nim zaciągał. Obserwowałam jak dym wylatywał z jego nosa i ust. Jego życie niech się truje.Był dla mnie zupełnie obojętny.Z jego ubrań czuć mieszankę perfum z alkoholem ,papierosami i jakimiś dragami. Mam nosa do tych rzeczy w końcu mój brat handlował tym gównem. Justin miał podkrążone oczy i zmęczoną twarz. Widać było ,że z jakiegoś powodu jest mu ciężko. Zdenerwowany wyrzucił peta na ziemię i spojrzał na mnie. 
- Przyjechałem tu żeby Cię zobaczyć. - rzekł niepewnie. To nie wyglądało jak bajerowanie ,to było szczere i widać ,że były w tym jakieś uczucia. Zaczęłam szybko przełykać ślinę. Stałam przy nim jak zamurowana. 
- Do zobaczenia księżniczko! - powiedział smutno i od razu odjechał z warkotem silnika.
Szybki krokiem ruszyłam  w stronę szkoły. Spojrzałam na godzinie w telefonie i uświadomiłam sobie, że mam 10 minut, aby dojść do szkoły. W mojej torbie zaczął dzwonić telefon. Dzwoniła Angel. Przejechała palcem po wyświetlaczu i odebrałam połączenie.
- Idziesz już do szkoły? - zapytała przyjaciółka.
- Tak, będę za jakieś parę ...  - I nagle film mi się urwał.
 *
Czułam okropny ból i mocne ściskanie w brzuchu. Byłam sama w pomieszczeniu. Mało widziałam, ponieważ było bardzo ciemno. Wokół unosił się zapach papierosów. Byłam przerażona. Szybkim ruchem na ślepo przeszukałam swoją torebkę w poszukiwaniu telefonu, jednak go tam niebyło. Zaczęłam rozglądać się po pokoju z myślą znalezienia wyjścia. Pomieszczenie było tak ciemne, że nie byłam w stanie myśleć. Nagle usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Oślepiające światło weszło do miejsca, w którym się znajdowałam. U drzwi stała znana mi postać. Na samą myśl o nim przechodziły mnie dreszcze. Zbliżał się w moją stronę szybkim krokiem. Bałam się. Na twarzy czułam jego śmierdzący oddech.
-Znowu widzę Twoją piękną buźkę - powiedział groźnie, a potem zaśmiał się szyderczo.
-Nie mogę tego powiedzieć o Twojej twarzy. - odwarknęłam. Próbowałam być silna i nie myśleć o tym, że on może mi coś zrobić. Brown chwycił mnie mocno za szyję i wyszeptał mi do ucha:
-Nie muszę Ci się podobać dziwko!
Zastanawia mnie to ode mnie chce. Co ja mu zrobiłam? Przecież go nie znam. Żołądek skręcał mi się z głodu. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz coś jadłam. Dave wyszedł z pomieszczenia. Miałam chwilę na zastanowienie się nad planem działania.
a)Dam się zabić
b)Będę udawać głupią potulną idiotkę
c) Zrobię to co przyjdzie mi do głowy
W tym wypadku byłam skazana na "C", ponieważ no... jakoś tak. Zdenerwowana jeszcze raz wsadziłam rękę do torebki z nadzieją na znalezienie czegoś do obrony. Niestety miałam w niej tylko chusteczki, portfel i książki. Po jakimś czasie mężczyzna wrócił do pokoju. Trzymał w ręku szklankę. Zgaduję, że był w niej jakiś płyn.
- Wypijesz to! -rzekł pokazując na naczynie. 
-Nie - wydusiłam.
-Bawisz się niegrzecznie? No dobra to ja też się pobawię.- powiedział z kpiną i zręcznie zakręcił pistoletem na palcu. Drgnęłam. Zaczęłam się pocić.
- Suko nie zabiję Cię, ale uwierz mi nie będziesz miała łatwego życia i ja tego dopilnuję.- w jego głosie słychać było nieprawdopodobną złość. Czułam, że to jest jakiś zły sen. Mentalnie uderzyłam się w twarz i zrozumiałam, że to moje posrane życie.
-Pijesz to dziwko! - gwałtownie przyłożył mi szklankę do ust i przechylił moją głowę. Chociaż bardzo nie chciałam tego pić nie było innego wyjścia. Szybko przełknęłam tą płynną substancję i skrzywiłam się. To było okropnie. Najokropniejszy smak jaki kiedykolwiek czułam. Na języku został mi gorzki posmak.
 - Smakuje? Nie. To dobrze. - bezczelnie warknął.
- Grzeczna dziewczynka. Zaraz zrobi Ci się tak dobrze jak nigdy wcześniej. - pogłaskał mnie po włosach jak psa. Uhhh, nienawidzę tego człowieka. Taak stwierdziłam to dopiero teraz. Spoglądał na mnie jakby chciał mnie zabić na miejscu. Był po prostu nieludzki.
Dave wyszedł szybkim krokiem z pokoju. Zatrzasną za sobą drzwi i znowu pomieszczenie owładnęła ciemność. Nie wiem czy to przez ten brak światła czy przez co mocno zaczęła boleć mnie głowa. Czułam, że coś rozsadza mi ją od środka. Przed oczami zaczęły tworzyć mi się dziwne obrazki. 
Justin :
 W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Od razu wyciągnęłem go i automatycznie odebrałem połączenie. Dzwonił ten skurwiel Dave. Nie chcę mieć z nim żadnych kontaktów. Kończę z tym. 
- Halo? 
Nie miałem ochoty z nim gadać. Zrobił coś czego nigdy mu nie wybaczę. Zamienił moje życie w gówno.
- Przyjedź do mnie i odwieź dziwkę do domu. Nie chcę jej tu. - powiedział na jednym tchu. Taa. Znowu jakieś dziwki? Ahh, no tak on je uwielbia.
- No dobra będę. - rzekłem obojętnie.
- Czekam Bieber. - warknął.
Zakończyłem połączenie a telefon z powrotem wsadziłem do kieszeni. Zawróciłem motor i przez wielką autostradę zręcznie "prześlizgiwałem" nim pomiędzy samochodami. Uwielbiam ten stan. Ten stan kiedy jadę nie myśląc o niczym. To jest ... Zajebiste. Wyciągnęłem z paczki jednego papierosa i od razu wsadziłem go do ust. Z buzi wyłoniło mi się idealne kółko z dymu. Po paru minutach zapierającej dech w piersiach jazdy dotarłem do mieszkania Dave'a. Zaparkowałem motocykl na parkingu i wszedłem do mieszkania. Często tam bywałem. Wiem, że to miejsce jest dla wielu ludzi piekłem, ponieważ to właśnie tam kończą swoje piepszone życie. Niektórych sukinsynów nie żałuję. Byłem wychowany na mordercę. Strzelałem kulkę niewinnym ludziom. Wiem, że jestem potworem. W korytarzu spotkałem Browna, który jak nigdy był uśmiechnięty. Powiem szczerze wyglądał jak debil. Może to dlatego, że było to niezwykle niespotykane zjawisko.
- Siema - Przywitałem się z nim uściskiem ręki.
- Idź do pokoju i załatw laskę. - powiedział unosząc brew.
- Mam ją pieprzyć ? - zmałpowałem gest uniesienia brwi. Spojrzał na mnie jakby mówił " no nie pierdol? (wyczuwacie ten sarkazm?)" No okej  kurwa jedna dziwka więcej mi nie zaszkodzi. Zresztą i tak potrzebowałem załatwić swoją potrzebę. Miałem ochotę na jakąś z dużym biustem. Tak lubię cycki. Udałem się w stronę pomieszczenia do, którego zapraszał Dave. Delikatnie pociągnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi.
O kurwa mać! Moim oczy ujrzały czerwono włosom drobną dziewczynę. Otworzyłem usta na kształt litery "o" i stałem bezczynnie.
Cassie :
Zaczęłam dochodzić do rzeczywistości kiedy nagle usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Myślałam, że to Brown jednak gdy podszedł bliżej zobaczyłam wyraźnie jego brązowe oczy. Wpatrywał się we mnie z kamienną twarzą. Co do chuja? Czyżby mój zbawiciel? Wolała bym już tu siedzieć przez cały czas. Pomimo, że był mega seksowny jest... Po prostu nie chcę go w moim życiu.
- Co Ty tu robisz? - wyszeptał z zaskoczeniem. - Shawty! - na to słowo od razu przeszły mnie ciarki. -Miałaś nie pakować się w kłopoty.
- Gdybym miała wybór nie pakowałabym się w nie.
- Kurwa, nie zadzieraj nosa i nie zachowuj się jak jebana pizda - zacisnął mocno szczękę.
- Pizda? A więc tak? - uniosłam brew.
-Kurwa! - wykrzyczał. - Spierdalaj stąd. - pokazał palcem na drzwi. Co? - pytałam w myślach.
- Idź. Jesteś za bardzo pojebana. Nie będę Cię tu trzymał.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak się podoba? Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział ale no cóż kara na kompa ;/ Długo o tym myślałam czy usunąć bloga czy nie, ale zdecydowałam że będę dalej pisać. Proszę was o komentarze! Na pewno gdy zobaczę parę komentarzy  przestanę myśleć o tym że nikt tego nie czyta... Proszę.

koniec rozdziałów Story Of My Life

Hej, Tu Nialler
(prawdopodobnie większość z was już wyłączyła to)

A więc postanowiłam skończyć pisanie rozdziałów z One Direction pod nazwą "Story Of My Life"
Powody:
-Nikt nie czyta,
-Nie mam weny,
-Nie podoba mi się to opowiadanie XD
-Piszę kilka innych blogów więc nie mam czasu.

Także, to jest mój prawdopodobnie ostatni post na tym blogu,
Miło było was poznać,
~Nialler xx

środa, 4 grudnia 2013

Story Of My Life - Rozdział 3

W tym rozdziale mogą pojawić się momenty Larrego. Jeśli nie chcesz czytać fanfiction gdzie są momenty z dwoma chłopakami nie czytaj :)
____________________________________________________________

*Harry's pov*

Louis momentalnie się zarumienił. Uśmiechnąłem się na ten widok. Wyglądał...uroczo. Nawet bardziej niż kochany blondasek.
-Em..uhm...to... - plątał się we własnych słowach
-Jak nie chcesz mówić to nie mów. Ja Cię nie zmuszam - powiedziałem patrząc na drogę
Wszyscy przenieśli zaskoczeni wzrok na mnie. No co? Nie rozumiałem ich nagłej zmiany. Resztę drogi do domu ja i Lou odbyliśmy w ciszy. Chłopaki za to żartowali. Dosyć szybko się ze sobą "oswoili". Zwłaszcza iż Niall jest nieco nieśmiały.

***

Otworzyłem drzwi do domu do którego weszliśmy.
-No, no ładnie tu - rzekł mulat
-Muszę przyznać rację - dodał Liam
Louis tylko kiwał głową. Usiedliśmy w salonie po czym Irlandczyk od razu zaproponował oglądanie horrorów. On miał na tym punkcie (i na punkcie jedzenia) jakąś obsesję! Zgodziliśmy się i to był jedyny sposób by go wyciszyć. Poszedłem z Niall'em do spiżarni po śmieciowe żarcie. Jak się okazało Liam wybrał już film. Położyliśmy przekąski na stole przed kanapą usiedliśmy. Nie minęło 10 minut filmu, a blondyn już wszystko zjadł. Poszedłem do kuchni poszukać jakiegoś jedzenia. Na szczęście znalazłem pizzę. Sięgnąłem po nią, poczułem dotyk czyjejś ręki. Podniosłem głowę. Lou? Spojrzeliśmy sobie w oczy...jego oczy były błękitne jak niebo oraz głębokie jak ocean żeby można było w nich utonąć. Z tej chwili wyrwał nas głos Zayn'a
-Co tak długo?
Odparliśmy jakimś mruknięciem. Kątem oka zauważyłem jak Louis się rumieni. Nie mogłem się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. Wziąłem pudełko z jedzeniem do ręki po czym go sprytnie wyminąłem.

***

*Louis's pov*

Chłopaki zjedli już chyba wszystko co znajdowało się w domu. Zwłaszcza Niall. Po raz pierwszy widzę kogoś kto ma tak wielki apetyt. Może to i dobrze, ale Harry musi mieć z nim przerąbane. Dosłownie.

Nie mogłem się w ogóle skupić. Nawet pogubiłem się już w tym co oglądamy. Po tym co wydarzyło się w kuchni...zaraz...nic się przecież nie stało. Dotknąłem przez przypadek jego ręki i spojrzałem w oczy. Chyba nie takie straszne? A jednak czułem się z tym...inaczej. Spojrzałem znowu na Hazzę. Miał niezły ubaw z przyjaciół. Przeniósł wzrok na mnie. Moje serce zatrzymało się na ułamek sekundy. Odsłonił swoje dołeczki i znowu patrzył się w telewizor. Chciałem wybić sobie z głowy Harrego więc pomyślałem o Eleanor. Pomogło. Trochę.

***
Ze snu wyrwał mnie dźwięk SMS'a

"Od Nieznany
Louis Tomlinson?"

Momentalnie odpisałem

"Do Nieznany
Tak?"

"Od Nieznany
Tu Eleanor Calder z tej restauracji, zostawiłeś tu swoją bluzę"

Zostawiłem bluzę? Zaraz czy ja w ogóle miałem jakąś bluzę? A może ona po prostu chce się spotkać? Boże, Louis ogarnij się. Za dużo pytań na raz. Podniosłem się żeby przeanalizować miejsce w którym aktualnie się znajdowałem. Ściany były koloru kremowego. Ja leżałem w jakimś łóżku. Obok była szafka. Naprzeciwko duża szafa z lustrem. Wszystkie meble były drewniane. Co ja tu do cholery jasnej robię?! Nagle ktoś zapukał do drzwi i nie pytając o to czy może wejść po prostu to zrobił. Do pokoju dostała się smuga światła. Zasłoniłem oczy ręką. Spojrzałem na cień owej osoby. Była wysoka, a na głowie miała burzę loków. Harry.
-Uhm przepraszam nie chciałem Cię obudzić - mruknął szukając czegoś na półkach
-Nic się nie stało, nie spałem już
-Która jest godzina? - zapytałem
Wskazał na zegarek stojący na stoliku - 21:44
-Chłopaki jeszcze są? - pytałem dalej
-Tak, oglądają jakie...
Przerwał mu bardzo głośny huk. Spojrzałem na Hazzę a on na mnie po czym wybiegliśmy z pokoju...

_________________________________________________\

BRAK WENY, BRAK WENY, BRAK WENY, BRAK WENY = ZŁY ROZDZIAŁ I BAAAARDZOOO NUDNY

ok jeśli dotarłeś/aś do końca to wiedz że jestem przeszczęśliwa ♥
proszę napisz w komentarzu co myślisz o rozdziałach a będę bardzo wdzięczna :*
taki mały wątek o Larrym był tak jak mówiłam ^^
miało go nie być ale Jerrowa powiedziała żeby był :D
powstrzymywałam się by nie napisać czegoś więcej o Larrym XD
ok, w każdym razie dzięki za przeczytanie

CZYTAM = KOMENTUJĘ

~Nialler