czwartek, 5 grudnia 2013

Sześć.

* przeczytaj notkę pod rozdziałem

 

*

Zapatrzyłam się w jego błyszczące oczy. One były takie hipnotyzujące. Takie piękne. Gdy w nie długo patrzę robi mi się mokro. Cassie halo! Nie pamiętasz co mówił Cody? -skarciłam się w myślach i powróciłam do rzeczywistości. Justin trzymał w ręku papierosa i bezczelnie się nim zaciągał. Obserwowałam jak dym wylatywał z jego nosa i ust. Jego życie niech się truje.Był dla mnie zupełnie obojętny.Z jego ubrań czuć mieszankę perfum z alkoholem ,papierosami i jakimiś dragami. Mam nosa do tych rzeczy w końcu mój brat handlował tym gównem. Justin miał podkrążone oczy i zmęczoną twarz. Widać było ,że z jakiegoś powodu jest mu ciężko. Zdenerwowany wyrzucił peta na ziemię i spojrzał na mnie. 
- Przyjechałem tu żeby Cię zobaczyć. - rzekł niepewnie. To nie wyglądało jak bajerowanie ,to było szczere i widać ,że były w tym jakieś uczucia. Zaczęłam szybko przełykać ślinę. Stałam przy nim jak zamurowana. 
- Do zobaczenia księżniczko! - powiedział smutno i od razu odjechał z warkotem silnika.
Szybki krokiem ruszyłam  w stronę szkoły. Spojrzałam na godzinie w telefonie i uświadomiłam sobie, że mam 10 minut, aby dojść do szkoły. W mojej torbie zaczął dzwonić telefon. Dzwoniła Angel. Przejechała palcem po wyświetlaczu i odebrałam połączenie.
- Idziesz już do szkoły? - zapytała przyjaciółka.
- Tak, będę za jakieś parę ...  - I nagle film mi się urwał.
 *
Czułam okropny ból i mocne ściskanie w brzuchu. Byłam sama w pomieszczeniu. Mało widziałam, ponieważ było bardzo ciemno. Wokół unosił się zapach papierosów. Byłam przerażona. Szybkim ruchem na ślepo przeszukałam swoją torebkę w poszukiwaniu telefonu, jednak go tam niebyło. Zaczęłam rozglądać się po pokoju z myślą znalezienia wyjścia. Pomieszczenie było tak ciemne, że nie byłam w stanie myśleć. Nagle usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Oślepiające światło weszło do miejsca, w którym się znajdowałam. U drzwi stała znana mi postać. Na samą myśl o nim przechodziły mnie dreszcze. Zbliżał się w moją stronę szybkim krokiem. Bałam się. Na twarzy czułam jego śmierdzący oddech.
-Znowu widzę Twoją piękną buźkę - powiedział groźnie, a potem zaśmiał się szyderczo.
-Nie mogę tego powiedzieć o Twojej twarzy. - odwarknęłam. Próbowałam być silna i nie myśleć o tym, że on może mi coś zrobić. Brown chwycił mnie mocno za szyję i wyszeptał mi do ucha:
-Nie muszę Ci się podobać dziwko!
Zastanawia mnie to ode mnie chce. Co ja mu zrobiłam? Przecież go nie znam. Żołądek skręcał mi się z głodu. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz coś jadłam. Dave wyszedł z pomieszczenia. Miałam chwilę na zastanowienie się nad planem działania.
a)Dam się zabić
b)Będę udawać głupią potulną idiotkę
c) Zrobię to co przyjdzie mi do głowy
W tym wypadku byłam skazana na "C", ponieważ no... jakoś tak. Zdenerwowana jeszcze raz wsadziłam rękę do torebki z nadzieją na znalezienie czegoś do obrony. Niestety miałam w niej tylko chusteczki, portfel i książki. Po jakimś czasie mężczyzna wrócił do pokoju. Trzymał w ręku szklankę. Zgaduję, że był w niej jakiś płyn.
- Wypijesz to! -rzekł pokazując na naczynie. 
-Nie - wydusiłam.
-Bawisz się niegrzecznie? No dobra to ja też się pobawię.- powiedział z kpiną i zręcznie zakręcił pistoletem na palcu. Drgnęłam. Zaczęłam się pocić.
- Suko nie zabiję Cię, ale uwierz mi nie będziesz miała łatwego życia i ja tego dopilnuję.- w jego głosie słychać było nieprawdopodobną złość. Czułam, że to jest jakiś zły sen. Mentalnie uderzyłam się w twarz i zrozumiałam, że to moje posrane życie.
-Pijesz to dziwko! - gwałtownie przyłożył mi szklankę do ust i przechylił moją głowę. Chociaż bardzo nie chciałam tego pić nie było innego wyjścia. Szybko przełknęłam tą płynną substancję i skrzywiłam się. To było okropnie. Najokropniejszy smak jaki kiedykolwiek czułam. Na języku został mi gorzki posmak.
 - Smakuje? Nie. To dobrze. - bezczelnie warknął.
- Grzeczna dziewczynka. Zaraz zrobi Ci się tak dobrze jak nigdy wcześniej. - pogłaskał mnie po włosach jak psa. Uhhh, nienawidzę tego człowieka. Taak stwierdziłam to dopiero teraz. Spoglądał na mnie jakby chciał mnie zabić na miejscu. Był po prostu nieludzki.
Dave wyszedł szybkim krokiem z pokoju. Zatrzasną za sobą drzwi i znowu pomieszczenie owładnęła ciemność. Nie wiem czy to przez ten brak światła czy przez co mocno zaczęła boleć mnie głowa. Czułam, że coś rozsadza mi ją od środka. Przed oczami zaczęły tworzyć mi się dziwne obrazki. 
Justin :
 W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Od razu wyciągnęłem go i automatycznie odebrałem połączenie. Dzwonił ten skurwiel Dave. Nie chcę mieć z nim żadnych kontaktów. Kończę z tym. 
- Halo? 
Nie miałem ochoty z nim gadać. Zrobił coś czego nigdy mu nie wybaczę. Zamienił moje życie w gówno.
- Przyjedź do mnie i odwieź dziwkę do domu. Nie chcę jej tu. - powiedział na jednym tchu. Taa. Znowu jakieś dziwki? Ahh, no tak on je uwielbia.
- No dobra będę. - rzekłem obojętnie.
- Czekam Bieber. - warknął.
Zakończyłem połączenie a telefon z powrotem wsadziłem do kieszeni. Zawróciłem motor i przez wielką autostradę zręcznie "prześlizgiwałem" nim pomiędzy samochodami. Uwielbiam ten stan. Ten stan kiedy jadę nie myśląc o niczym. To jest ... Zajebiste. Wyciągnęłem z paczki jednego papierosa i od razu wsadziłem go do ust. Z buzi wyłoniło mi się idealne kółko z dymu. Po paru minutach zapierającej dech w piersiach jazdy dotarłem do mieszkania Dave'a. Zaparkowałem motocykl na parkingu i wszedłem do mieszkania. Często tam bywałem. Wiem, że to miejsce jest dla wielu ludzi piekłem, ponieważ to właśnie tam kończą swoje piepszone życie. Niektórych sukinsynów nie żałuję. Byłem wychowany na mordercę. Strzelałem kulkę niewinnym ludziom. Wiem, że jestem potworem. W korytarzu spotkałem Browna, który jak nigdy był uśmiechnięty. Powiem szczerze wyglądał jak debil. Może to dlatego, że było to niezwykle niespotykane zjawisko.
- Siema - Przywitałem się z nim uściskiem ręki.
- Idź do pokoju i załatw laskę. - powiedział unosząc brew.
- Mam ją pieprzyć ? - zmałpowałem gest uniesienia brwi. Spojrzał na mnie jakby mówił " no nie pierdol? (wyczuwacie ten sarkazm?)" No okej  kurwa jedna dziwka więcej mi nie zaszkodzi. Zresztą i tak potrzebowałem załatwić swoją potrzebę. Miałem ochotę na jakąś z dużym biustem. Tak lubię cycki. Udałem się w stronę pomieszczenia do, którego zapraszał Dave. Delikatnie pociągnąłem za klamkę i otworzyłem drzwi.
O kurwa mać! Moim oczy ujrzały czerwono włosom drobną dziewczynę. Otworzyłem usta na kształt litery "o" i stałem bezczynnie.
Cassie :
Zaczęłam dochodzić do rzeczywistości kiedy nagle usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Myślałam, że to Brown jednak gdy podszedł bliżej zobaczyłam wyraźnie jego brązowe oczy. Wpatrywał się we mnie z kamienną twarzą. Co do chuja? Czyżby mój zbawiciel? Wolała bym już tu siedzieć przez cały czas. Pomimo, że był mega seksowny jest... Po prostu nie chcę go w moim życiu.
- Co Ty tu robisz? - wyszeptał z zaskoczeniem. - Shawty! - na to słowo od razu przeszły mnie ciarki. -Miałaś nie pakować się w kłopoty.
- Gdybym miała wybór nie pakowałabym się w nie.
- Kurwa, nie zadzieraj nosa i nie zachowuj się jak jebana pizda - zacisnął mocno szczękę.
- Pizda? A więc tak? - uniosłam brew.
-Kurwa! - wykrzyczał. - Spierdalaj stąd. - pokazał palcem na drzwi. Co? - pytałam w myślach.
- Idź. Jesteś za bardzo pojebana. Nie będę Cię tu trzymał.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak się podoba? Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział ale no cóż kara na kompa ;/ Długo o tym myślałam czy usunąć bloga czy nie, ale zdecydowałam że będę dalej pisać. Proszę was o komentarze! Na pewno gdy zobaczę parę komentarzy  przestanę myśleć o tym że nikt tego nie czyta... Proszę.

2 komentarze:

  1. super!, nie martw się zapewne wiele osób czyta twojego bloga, ale nie wszyscy mają konta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Nie trzeba mieć konta żeby dodać komentarz

      Usuń